sobota, 28 marca 2015

Rozdział 9.


"- A ile jeszcze mam u ciebie mieszkać? - Spojrzałam na niego i usłyszałam głośny pisk zakręciło mi się w głowię a na szybie samochodu prysnęła krew! Czemu to cholernie tak szybko się dzieje?! Jak jakaś klątwa! Poczułam ogromny ból w głowie i przeszywający ból w nodze. Czyjaś ciepła ręka położona była na mojej. Zrobiło mi się duszno a przed moimi oczami zrobiło się ciemno! Na koniec usłyszałam tylko przerażający krzyk kobiety."


Otworzyłam powoli oczy i jak za mgłą zobaczyłam nieznajome sylwetki 3 osób w białych fartuchach. Przetarłam powieki i usiadłam na łóżku. Zupełnie nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili doszło do mnie, że to lekarze. Zaczęłam nerwowo kręcić się na łóżku. Co tu się dzieje?!
- Co ja tu robię? Idę do domu. - Odkryłam z nóg kołdrę i gdy chciałam wstać pielęgniarka powstrzymała mnie i znów przykryła.
- Dominika... miałaś wypadek i teraz jesteś w szpitalu
- Ile ja tu już jestem? Jaki wypadek?!
- No już 3 dni spałaś. Samochodowy. Jan Dąbrowski prowadził samochód i przez wypadek potrącił pewną Aleksandrę. Jest ona w bardzo ciężkim stanie ale prawdopodobnie przeżyje. Jan jest w szoku ale rozmawia właśnie z psychologiem i dochodzi do siebie. Bardzo się o ciebie martwi. - Zaczęłam płakać. Bardzo się o niego martwiłam.
- Mogę do niego iść?
- Dobrze. Pani Agnieszka cię zaprowadzi. - Przejrzał jakieś dokumenty i wyszedł z sali. Ja wpatrywałam się w rudą wysoką kobietę i czekałam aż w końcu coś powie.
- Chodź za mną. - Lekko się uśmiechnęła w moją stronę. Wstałam z łóżka i poszłam za nią, tak jak zresztą prosiła. Weszłyśmy po schodach i skręciłyśmy w lewo. Zatrzymałyśmy się przy białych drzwiach z numerem 27.
- Wejdź - Mrugnęła do mnie okiem i poszła. Powoli nacisnęłam na klamkę i otworzyłam drzwi. W środku stało małe łóżko i siedziało na nim dwóch mężczyzn. Jeden był chyba psychologiem a w drugim od razu rozpoznałam Jaśka. Weszłam do środka i usiadłam.
- Może pan nas zostawić na chwilkę samych? Pozwolił mi tu przyjść Doktor ... yyyy.. - Nawet mi się nie przedstawił. Lekko westchnęłam.
- Właśnie kończyliśmy - Zamknął swoją czarną teczkę, założył okulary i wyszedł.
- Misia ... Przepraszam. W ostatniej chwili zdążyłam wyhamować. - Nigdy go nie widziałam takiego zdołowanego. Spóściłam tylko głowę.
- To ja cię zagadałam - Zaczęło mi się wszystko przypominać.
- Ale to i tak wszystko prze ze mnie.
- Nie obwiniajmy się. Zapomnijmy.
- Spróbuję ale nie obiecuję. - Spróbowałam się do niego lekko uśmiechnąć. Jak zawsze schrzaniłam to, bo wyczułam, że bardziej to wyglądało jak mina zirytowania.
- Idę do mojej sali. Jak będziesz chciał przyjść do wpadnij do sali 17. Właśnie jak u tej Olki?
- jeszcze u niej niej nie byłem ale pójdę za chwilkę.
- Ok. - Wyszłam i poszłam w stronę mojego "pokoju". Położyłam się na łóżku i spojrzałam w telefon. Była dopiero 8:40. Jak tutaj wszystko dzieje się tak wcześnie. Poczułam głód więc wyszłam z pokoju i poszłam szukać kuchni. Poszłam prawym korytarzem i później skręciłam w lewo. Snułam się tak po korytarzach przemyśliwując wiele spraw i przy tym szukając kuchni. Przechodziłam przy drzwiach nr 38 i usłyszałam już znajomy skądś głos. Przyłożyłam ucho do drzwi i nasłuchiwałam rozmowie. Za bardzo nie słyszałam więc otworzyłam powoli jeszcze bardziej drzwi i włożyłam tam głowę. Na łóżku siedział Jaś przy leżącej Olce. Miała ona nogę w gipsie, obandażowaną głowę, rękę i drugą nogę. W niektórych miejscach przyklejone były plastry. Wyglądała okropnie.
- Olaaa.... Ja cie tak przepraszam..
- Ale Jasiu ... Ja ... NO.. Ja ci sama wsczyłam pod koła... - Spuściła głowę i wytarła oczy od łez.
- Co?! Oszalałaś?! - Byłam w dokładnie takim samym szoku jak Jaś
-Bo... Myślałam, że ... - Usiadła tak, że ich twarze były teraz na prawdę bardzo blisko. Byłam wściekła ale wierzyłam, że Jaś się jej nie da. - No kurde... Myślałam, że będziesz mnie przepraszał i znowu będziemy gadali.... Zbliżymy się do siebie. - po jej policzkach zaczęły cieknąć łzy.
- Oj Olaaa...
- Ciii... Ja wiem, że nadal coś tu iskrzy - złapała go za szyję i przyciągnęła jego twarz do siebie. Ich usta już prawie się stykały. Byłam wściekła! Pobiegłam w stronę mojego pokoju. To był koszmar. Traciłam równowagę i uderzałam o ściany, potykałam się. Jak w filmach! :( Poczułam, że w jednej chwili cały mój świat się zawala! Tylko on mi został a teraz odchodzi!! Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na łóżko.

*PERSPEKTYWA JASIA :

Olka prawie mnie pocałowała! Ciągnęło mnie do niej ale ja mam Dominikę!. W ostatniej chwili odsunąłem się do niej i zrzuciłem ze swojego karku jej dłonie.
- Ola... Ja nie mogę ... Przepraszam. - Usłyszałem jakieś huknięcie w korytarzu i głośne tupanie. Od razu wiedziałem, że to Misia.
- No bravo! i Zowy wszystko zchrzaniłem!!!
- Co?! - Ola chyba myślała, że to było do niej.
- Nic .. Głośno myślałem.. Jj-jja już muszę iść... Paaa! - Odkręciłem się i pobiegłem korytarzem w stronę pokoju Dominiki. Otworzyłem oczu i zobaczyłem ją, zalaną łzami i z strasznie podpuchniętymi oczami! Wstała z łóżka i spojrzała na mnie tak jakby właśnie kogoś zabił. Chciałem ją przytulić ale mnie odepchnęła.
- Kochanie tam do niczego nie doszło.. Proszę uwierz mi... Kocham cię i nie płacz już! - To był okropny obraz i już nigdy nie chciałbym takiego ujrzeć.
- Wiesz co? Znowu ci uległam! Znów się poddałam i dałam ci się mnie oczarować!!! Ja już mam tego dość rozumiesz?! - Wydzierała się na cały pokój aż chrypy dostała! - Z nami koniec. Chcę być z tobą tylko przyjaciółmi!  W normalnej sytuacji bym za to postanowienie przeprosiła ale dziś nie mam za co!
- I znowu wszystko schrzaniłem! Ja jej nie całowałem!
- To i tak już nie ważne. Przyjaciele... - Spuściła głowę i zacisnęła pięści. Odwróciłem się i też je zacisnąłem. Uderzyłam c całej siły w ścianę, na której pojawiło się trochę krwi.. Miałem zdarte całe kostki i poczułem ogromny ból w małym palcu ale nic nie sprawia takiego bólu jak to, że właśnie straciłem moją ukochaną! Wyszedłem i byłem taki zły, że uderzyłem w głowę z całej siły chłopaka, który właśnie przede mną stał. Upadł na podłogę! Dobrze, że przed tym zamknąłem drzwi, bo gdyby to zauważyła Misia to..... Uchyliłem się nad nieznajomym i okręciłem jego głowę. Gdy zobaczyłem twarz serce podskoczyło mi do gardła...

_________________________________________________________________________________

Hejo!! <3 To już 9 baaaardzo długi rozdział pomimo to że nie komentowaliście :p hahahha dziękuję za wsparcie <3

czwartek, 26 marca 2015

Rozdział 8.

"Jaś już czekał na mnie przed domem. Pojechaliśmy do niego i pokazał mi mój nowy pokój. Był cudowny. Chyba jego siostry. Po całym dniu nie chciało nam się już nic zrobić więc włączyliśmy jakiś film. Zadzwonił do mnie telefon. Gdy usłyszałam co się właśnie stało upuściłam go."

Siedziałam na kanapie i wpatrywałam się na ścianę, która była na przeciwko mnie. Strumienie łez spływały mi po policzkach.
- Ej?! Co się stało?! - Nie miałam ochoty patrzeć się na Jasia, ale on i tak szybko złapał mnie za rękę.
- Mój brat... Nie żyje.. Umarł podczas operacji, a mama przez to skoczyła z mostu! - Próbowałam nie krzyczeć ale to samo mnie przewyższało.
- Ej... Nie płacz. Nie wiem jak mam cię wesprzeć. Co teraz postanowisz zrobić? - Był bardzo zaskoczony tą całą sytuacją. W jego oczach pojawiły się łzy.
- Nie wiem. Teraz zostałeś mi już tylko ty - Wstałam i poszłam w stronę pokoju. To wszystko działo się tak szybko. Jeszcze kilka dni temu nabiłam sobie guza by napisać do Jaśka, a teraz umarła moja rodzina. Nie wpadałam aż w taką rozpacz, ponieważ mamy i Szymonka praktycznie nie było w domu. Byli dla mnie jak zupełnie obce osoby, ale i tak ich kochałam. Najgorsze jest to, że nie będzie pogrzebu, bo spalono ich ciała i to całkiem przez przypadek. Wstałam z łóżka i poszłam w stronę półki na książki. Gdy patrzyłam na tytuły książek oparłam się rękoma o najwyższą półkę. Nie mogłam uwierzyć, że już nigdy ich nie zobaczę. Po moich ustach spływały słone łzy. Wzięłam pierwszą z brzega książkę, bo i tak tytułu rozczytać nie mogłam. Wszystko było jak za mgłą. Położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać.

*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Siedem dni mijało jak kilka długich lat. Wszystko się tak okropnie dłużyło. Już próbowałam zapomnieć o całej sprawie. Udawało mi się to z pomocą Jasia. Nie wiem co by się stało gdyby nie jego wsparcie. Rano gdy przyszłam na śniadanie Jaś był jakoś dziwnie zakłopotany
- Eee! Mordo co jest? Już chyba wystarczy,  że ja się dołuje. Twoich smutków nie potrzeba! - Usiadłam koło niego i złapałam go za rękę.
- Nie jestem smuty... Tylko mam prośbę. Znaczy to jest pytanie i boje się, że cię zasmucę tym. - Zaczęłam się niepokoić. Jeśli to znowu chodzi o tą Olkę t nie chciałam nawet tego słyszeć.
- Chcesz pojechać dzisiaj do twojego domu i wziąć kilka twoich rzeczy? - Mówił te słowa z jakimś zakłopotaniem ale nie rozumiałam tego.
- No kiedyś w końcu musimy jechać. - Chciałam iść w stronę lodówki ale widocznie nie było to możliwe.
- Przebieraj się. Chce już mieć to za sobą. - wziął kluczyki do auta i założył płaszcz by nie zmoknąć. Gdy zerknęłam przez okno zdziwiłam się, że nie zwróciłam wcześniej uwagi n to, że leje jak z cebra.
- Okej, tylko poczekaj pięć minut - Jezu co on się tak denerwuje? To chyba ja tak powinnam się zachowywać. Poszłam do łazienki i założyłam czarne leginsy, czarną bluzkę i szarą bluzę z kapturem. Wyszłam i założyłam nowe buty, które kupił mi Jaś. Czekał on już na mnie w samochodzie. Droga nie była zbyt długa, ale przez całą drogę nie zamieniłam z Jaśkiem ani słowa.
- Mam iść z tobą? - Było mi to obojętne, ale dobrze by było gdyby tak zrobił. Nie wiedziałam jak to będzie ze mną jak mi się wszystko przypomni. Gdy zbliżyłam się do drzwi zrozumiałam czemu Jaś był taki zestresowany. Wiedział jakie to będzie dla mnie ciężkie. Przecież on też już to przeżywał. Dotknęłam klamkę ale jakoś szybko zabrałam z niej rękę. Mój chłopak zrobił to za mnie, widząc jaki mi sprawia to ból. Weszłam i pobiegłam szybko na swoją górę. Chwyciłam jakieś ciuchy, szczotkę, bieliznę i płyny do kąpieli i szybko z niego wybiegłam. Schodząc ze schodów znów prawie się przewróciłam, bo za oczami już miałam mgłę przez łzy. Gdy ujrzałam Jaśka szybko rzuciłam się na niego. On mocno mnie przytulił i wyszliśmy w stronę auta. Przez drogę powrotną postanowiłam, że zacznę rozmowę.
- Dziękuję, że tak o mnie dbasz
- Kocham cię więc zależy mi na twoim dobru. - Spojrzał na mnie i oblizał wargi.
- To było dla mnie bardzo ciężkie.
- Wiem to i dlatego masz ode mnie wsparcie zawsze i wszędzie
- A ile jeszcze mam u ciebie mieszkać? - Spojrzałam na niego i usłyszałam głośny pisk zakręciło mi się w głowię a na szybie samochodu prysnęła krew! Czemu to cholernie tak szybko się dzieje?! Jak jakaś klątwa! Poczułam ogromny ból w głowie i przeszywający ból w nodze. Czyjaś ciepła ręka położona była na mojej. Zrobiło mi się duszno a przed moimi oczami zrobiło się ciemno! Na koniec usłyszałam tylko przerażajacy krzyk kobiety.

_________________________________________________________________________________
To już 8 rozdział i chyba najdłuższy z moich wszystkich które napisałam! <3 Dziękuję za wsparcie !! Teraz muszą byż 4 komentarze! Zobaczmy ile was jest! Daj głos bo to moż edziki niemu powstanie 9 Dłuuuugi rozdział <3 i dziękuje za 1500 wyświetleń :*

środa, 25 marca 2015

Rozdział 7.

"- Dobrze tylko najpierw usiądźmy i pogadajmy proszę. - Złapała go za rękę i pocałowała! Byłam taka wściekła, że wyskoczyłam z ukrycia i zaczęłam się drzeć, ale gdy otworzyłam oczy nie mogłam uwierzyć własnym oczom!"


To była kelnerka z restauracji Ta co ją Jaś tak podrywał! Oczy zapełniły mi się łzami. Przez głowę przechodziło mi tyle myśli i wspomnień! Ujrzałam w głowie Jaśka gdy zamawiał jedzenie, kelnerkę w lesie, pomyślałam, że to wszystko to jeden, dłuuugi sen.
- Możesz mi do jasnej cholery powiedzieć kto to jest?! To miałeś robić o 16:30?! Myślałam, że jesteśmy razem?! - Zaczęłam płakać.
- To Olka. Ale miśka... Ja chciałem się z nią spotkać by z nią zerwać, bo teraz tylko ty się dla mnie liczysz! Źle zrozumiałaś. - Jaś wyrwał się z objęć tej całej Olki i ruszył w moją stronę. Zaczęłam się wycofywać. Patrzyłam na niego jak na ogromnego pająka.
- Co?! To ty mi obiecywałeś, że razem wyjedziemy, że będzie tak romantycznie a teraz poznałeś nową i mnie zostawiłeś?! - Kelnerka tak samo jak ja wybuchła płaczem. Co by było gdyby tu teraz była na dodatek moja mama? Wszystkie trzy byśmy ryczały. Nie chciałam się wtrącać ale też nie chciałam pójść. Musiałam, po prostu musiałam tam zostać i wszystkiego słuchać.
- Widzisz ilu kobietom już zrobiłeś krzywdę? Dobra rozumiem, że z mamą to po ty by sie do mnie zbliżyć, ale po oc do mnie przylazłeś skoro masz ją?!  - Mimo tego co właśnie zrobił nie czułam żadnych wyrzutów sumienia, bo to ona zabrała mi chłopaka. Po mimo tej całej sprawy chciałam mieć Jasia tylko dla siebie.
- Ola... Przepraszam, ale ja wolę Dominikę. - Tak się ucieszyłam, że po prostu wskoczyłam mu w ramiona i mocno się w niego wtuliłam. Nie ukrywam, że szkoda mi było tej Olki ale nie wyobrażam co by było teraz gdyby Jaś wybrał ją. Dziewczyna wytarła łzy, mruknęła coś pod nosem i odbiegła. Puściłam Jasia i patrzyłam mu prosto w oczy.
- Dziękuję, że mi wybaczyłaś i mnie posłuchałaś. - Po tych słowach przeżyłam następny szok, ponieważ po jego policzku spłynęła łza. Dobrze wiedziałam, że to było z radości ale i tak bardzo się wzruszyłam. On był taki miły i czuły.
- Ehhh. Każdy musi mieć jakąś szansę na wytłumaczenie się. Pomyśl sobie co by było gdybym odbiegła. Już nigdy byśmy nie rozmawiali pewnie, bo bym się zabiła. Jego kąciki warg lekko podniosły się do góry. Złapał mnie za rękę i poszliśmy ścieżką, prowadzącą do mojego domu.
- Wiem, że to nie najlepszy moment, ale .... Zamieszkasz ze mną? - Zatrzymał się i złapał za obie ręce.
-Ja? - Otworzyłam szeroko oczy - Ale przecież twoi rodzice, szkoła, rodzeństwo.
- Nikt mi nie został. Rodzice umarli, a siostra z Stanach. - Nagle trochę posmutniał, ale wiedziałam co mu poprawi humor.
- Jeśli tak jest na prawdę to oczywiście, że tak! - Przytuliłam go i poszłam w stronę domu. Mamie zostawiłam kartkę i o 18:20 Jaś już czekał na mnie przed domem. Pojechaliśmy do niego i pokazał mi mój nowy pokój. Był cudowny. Chyba jego siostry. Po całym dniu nie chciało nam się już nic zrobić więc włączyliśmy jakiś film. Zadzwonił do mnie telefon. Gdy usłyszałam co się właśnie stało upuściłam go.
________________________________________________________________________________

To już 7 rozdział :D Ale jest 1300 wyświetleń a komentarze tylko od jednej osoby :'( teraz następny rozdział będzie za 3 komentarz :D Ciekawe ile was jest <3 dziękuje wam i przepraszam za te wszystkie zaległości :'(

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 6.

"Szybko zasunęłam szybę i usiadłam na moim miejscu.
Masz mi coś do powiedzenia?! Może pójdziesz gdzieś ze mną jutro o 16?! Po co ci wybaczałam?! Zawieź już mnie do domu i wypchaj się tymi kwiatami!!! "






Przez całą drogę wolałam siedzieć cicho. Powoli zdawałam sobie sprawę, że jest on taki sam jak inni chłopcy. Zamknęłam oczy, by łzy nie wydobyły się na zewnątrz. Mój oddech stawał się coraz lżejszy i lżejszy. Nagle szybko machnęłam głową i stało się coś dziwnego. Normalnie uderzyłabym w szybę samochodu, a zamiast tego poczułam, że na czymś leżałam. Byłam w swoim domu i na kanapie z salonu! Koło mnie leżała kartka. Była ona żółta i strasznie wygnieciona. Pisma nie znałam, ale można było zauważyć, że ktoś musiał bardzo się śpieszyć. Wzięłam się za czytanie na głos :


                           "Dominiko! Wczoraj zasnęłaś w moim aucie i musiałem cię przenieść. Nigdy tutaj jeszcze nie byłem więc położyłem cię na kanapę. Pozwoliłam sobie zwiedzić twój dom. Chyba się nie obrazisz :D

                                                                                                  KOCHAM..JAŚ"



Nie rozumiałam jednego. Jakim cudem on sobie zwiedził mój dom?! Miałam tylko, nadzieję że nic z niego nie wyniósł. Ogarnęłam się i założyłam czarne rajstopy, krótkie, jeansowe spodenki, czerwoną bluzkę i czarną kamizelkę. Gdy otworzyłam okno poczułam gorący powiew wiatru z podwórka. Zbliża się lato! Na zegarze była już 14! Nigdy aż tak długo nie spałam. Zmówiłam pizze i czekając na nią włączyłam sobie jakiś smutny film. Skończył się on o 16:00. Przypomniał mi się Jaś i cała wczorajsza sprawa. Obmyśliłam plan i wyszłam z domu. By się nie spóźnić zaczęłam biec w stronę domu Jaśka. Skryłam się za jakimś starym świerkiem i czekałam na jakiś znak. Z domy wyszedł człowiek, którego wczoraj tak znienawidziłam. Zmierzył on w stronę ogromnego parku. Założyłam okularu słoneczne i poszłam za nim. Zatrzymał się przy budce z kebabami i kupił jednego. Usiadł na ławce i wziął się za posiłek. Patrząc na niego ledwo co powstrzymałam się od śmiechu. Jadł go z takim przejęciem! Jakby to był jedyny posiłek, który zjadł w ciągu swojego życia! Nagle pomachał do kogoś ręką. Wstał i ustał akurat zasłaniając mi tajemniczą osobę. Jeszcze nie było 16:30 więc to nie mogła być ona!
- Hej kotuś! - Zaczął rozmowę.
- No hej, hej! Wczoraj wydawało mi się jakby ktoś koło ciebie był!
- Nie no co ty! Mała wyluzuj! Nie wiem. Zjedz sobie kebaba albo coś. Tam niedaleko jest budka z niesamowitymi kebabami!
- Dobrze tylko najpierw usiądźmy i pogadajmy proszę. - Złapała go za rękę i pocałowała! Byłam taka wściekła, że wyskoczyłam z ukrycia i zaczęłam się drzeć, ale gdy otworzyłam oczy nie mogłam uwierzyć własnym oczom!

_________________________________________________________________________________
 Hej hejaszki! i to był już 6 rozdział! <3 Macie mojego aska mordy ------> http://ask.fm/dominika090909 Pozdrawiam serdecznie wszystkie firanki i kornisze! :) I przepraszam, że tyle musieliście czekać! Jeśli chcesz by było więcej rozdziałó i szybcie były dodawane .... KOMENTUJ I DAJ LINKA DO TEGO BLOGA ZNAJOMYM!!!! z góry dzięki<3

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 5.

" - Halo?
- Pamiętaj, że masz mi dać kasę!
- skąd masz mój numer? Dam ci jutro, ale o 15! Inaczej dzwonie po gliny!
- Hahahahah to nie twoja sprawa! 15:30 kasa u mnie!
- Dobra nara! "
Byłam tak przestraszona! I skąd miałam wytrzasnąć tą forsę?! Mam tylko 200 zł! Muszę jutro pójść do Julki i pożyczyć od niej kasę! Myślałam, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej! "Czemu akurat ja?! "


Przez bardzo długi czas nie mogłam zasnąć. Ciągle myślałam o nieznajomym i o jutrzejszym spotkaniu z Jaśkiem. Wstałam z łóżka i wyjęłam z szafy czarne podziurawione rajstopy, czerwoną spódnicę, czerwoną bluzkę i dżinsową kamizelkę. Zbiegłam na dół, zwalniając przy schodku, przez którego wcześniej nabiłam sobie guza. Z łazienki wyjęłam czerwoną wstążkę do włosów i czarny lakier do paznokci. Pomalowałam je i poszłam coś zjeść. Myślałam czy Jasiek to już mój chłopak czy jeszcze nie. Pobiegłam na górę i patrzyłam się w sufit. Poczułam jakbym miała na powiekach kamienie, zamknęłam powoli oczy i zasnęłam. Obudziłam się o 9:48. Zrobiłam to co wczoraj i poszłam biegać. Tym razem jednak skierowałam się w stronę domu Julki. Po długiej i poważnej rozmowie dała mi ona 100 zł. Gdy wracałam do domu zobaczyłam kelnerkę z restauracji, w której wczoraj byłam z Jasiem. Tym razem jednak ubrana była w niebieskie leginsy i szarą bluzę. Teraz dopiero mogłam dostrzec, że była ona bardzo ładną, szczupłą dziewczyną. Można było dostrzec, że jesteśmy tego samego wieku. Nie dziwię się teraz czemu Jaś do niej zarywał. Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam w stronę domu. Wzięłam się za szukanie jakieś starej koperty. Po 30 minutach szukania, włożyłam do jakieś starej i zżółkłej 300 zł. Spojrzałam na zegar. Była godzina 13:03. Postanowiłam zadzwonić do Jasia:
" - Halo? Jaś?
- Tak. I co? Namyśliłaś się już?
- Tak. O 16:30 podjedź pod mój dom. - Uśmiechnęłam się lekko do telefonu - A gdzie jedziemy?
- Już ci mówiłem, że na dyskotekę.
- Dobra, dobra. Kończę pa!
- Pa złotko! "
Na te słowa zaczęłam skakać z radości. Nigdy jeszcze tak nie robiłam. Przypomniało mi się co jeszcze mam do zrobienia. Ubrałam się w czarne rurki i żółtą koszulę. Poszłam w stronę miasta. Pod latarnią zauważyłam wysokiego, umięśnionego mężczyznę. Spojrzałam na telefonie, która godzina. Była już 15:13. Dopiero teraz skapnęłam się, że szłam dookoła, najdłuższą drogą jaką mogłam.
- Mam kasę i zostaw mnie w spokoju! - Wyciągnęłam rękę z kopertą w stronę mężczyzny.
- I dobrze. A już myślałem, że będę musiał użyć noża - Mrugnął do mnie i sprawdził zawartość koperty.
- Masz mi dać spokój! - Zacisnęłam mocno pięści.
- Hahaha spokojnie! Nigdy nie biorę kasy od ludzi 2 razy! - Na te słowa odkręciłam się i wypuściłam powietrze z ust. Poszłam w stronę domu. Umyłam się i przebrałam. Fryzurę miałam podobną do wczorajszej tylko, że teraz miałam we włosach czerwoną kokardę. Wzięłam gumę do żucia i wyszłam z domu. Gdy wsiadłam do samochody ujrzałam tą samą reakcję Jasia jak zwykle. Pojechaliśmy w stronę klubu. Po woli zaczynam poznawać tego prawdziwego Jasia. Zarywanie do dziewczyn, kluby, wypasione auta. Ten chłopak co raz bardziej mnie zaskakiwał. Poszliśmy w stronę baru. Zamówiliśmy po drinku i zaczęliśmy śmiać się i śpiewać fragmenty niektórych piosenek.

*PERSPEKTYWA JASIA:

Ta dziewczyna coraz bardziej mi się podobała. Nie mogłem się jej napatrzeć.
"-Wiggle, wiggle, wiggle
Just a little bittle (Swinngg)
Patty cake patty cake
With no hands" - Ona tak pięknie śpiewała. Nie mogłem się nasłuchać. W pewnym momencie złapałem ją za rękę i poprosiłem do tańca. Akurat włączyli wolną muzykę. Dominika złapała mnie za szyję a ja ją za biodra. Wolno tańczyliśmy w rytmie muzyki. Nigdy nie czułem czegoś takiego do innych dziewczyn. Pomyślałem, że za żadne skarby nie mogę jej stracić. Gdy DJ włączył jakiś set Miśka puściła mnie i zaczęła tańczyć. Nie spodziewałem się tego po niej, ale jeśli lubi tańczyć sama, dałem jej do zrozumienia, że mi to nie przeszkadza. Gdy się  obracała póściła do mnie oczko. Zadawałem sobie pytanie czy tak na nią działają drinki, czy to ja? Po 4 piosenkach poszliśmy odpocząć przy barze. Zamówiłem jej jeszcze jednego shake'a. Gdy wypiliśmy powiedziałem jej, że idę do łazienki, wstałem z krzesła i odszedłem.

*PERSPEKTYWA DOMINIKI :
Jaś zostawił telefon. Tak mnie kręciło, by tam zajrzeć.szybko go odblokowałam i rozejrzałam się po klubie. Nikt nie mógł mnie przyłapać. Miał 2 nie przeczytane wiadomości od jakieś " Olcia <3 ". Spisałam sobie numer i przeczytałam na głos:
" - Hej! Sprawiłeś mi wielką przykrość wczoraj! Myślałam, że ze sobą chodzimy?! " - Na te słowa zarumieniłam się lekko i zacisnęłam pięść. Druga wiadomość była jeszcze gorsza : "Koteg! Nie mogę bez cb żyć! Dajesz mi wsparcie i miłość! Kochamm! Nmg się doczekać naszej randki! <3 " - Odłożyłam telefon i zamówiłam kieliszek wódki. Przyszedł Janek i powiedział :
- Ej nie pij tyle! zostaw to! - Wyrwał mi z ręki kieliszek i zaprosił mnie do tańca. Teraz robiłam to z niechęcią, bo myślałam, że on też coś do mnie czuje. Gdy chyba to zauważył powiedział :
-Chodźmy do samochodu lepiej. - Złapał mnie za rękę i wyszedł na zewnątrz. Kazał mi wejść do środka, a sam na chwilę poszedł trochę dalej. Po 2 minutach zjawił się z bukietem białych róż i powiedział :
- Misiu... Kocham Cię i chcę z tobą być. Nic mi cię cie zastąpi. Jesteś tą jedyną! I chcę żyć dla Ciebie! Chcesz być moją dziewczyną? - Te słowa mnie bardzo zszokowały, bo już nic do tej całej Olci nie czuł? Coś mi tu śmierdziało.
- Dobrze. Ja też cie kocham - mrugnęłam do niego okiem. Przecież jutro się spotkam z tą całą Olą i sobie z nią porozmawiam, że to brzydko komuś chłopaka zabierać. W przemyśleniach przeszkodziło mi coś dziwnego, co poczułam na moich ustach. To był mój pierwszy POCAŁUNEK!!! Gdy skończył na mojej twarzy pojawił się lekki rumieniec. Nagle mojemu chłopakowi zadzwonił telefon. Spojrzał w ekran i szybko wyszedł z samochodu. Przyłożyłam ucho do szyby, po czym otworzyłam ją. Usłyszałam okropne słowa Jasia. Po policzku popłynęły mi łzy :
- No hej! Nie no sponio. Tak.... tak..... No jutro o 16 :30 ok? ..... Mmmm kochana jesteś.... Tak nie zapomniałem kotku..... oki... yhymmm.... dobra kończę.... nie no co ty...... z nikim, po prostu film sobie oglądam.... hahahah tak .... dobra papa kocham!!! ...... - Szybko zasunęłam szybę i usiadłam na moim miejscu.
Masz mi coś do powiedzenia?! Może pójdziesz gdzieś ze mną jutro o 16?! Po co ci wybaczałam?! Zawieź już mnie do domu i wypchaj się tymi kwiatami!!!


____________________________________________________________________________


 To jest takie nadrobienie zaległości... Jaki widzicie doszła nowa osoba.... Jest nią Ola, twórczyni wspaniałego bloga!! <3 pisałam o nie w 3 rozdziale chyba. Dziękuje za wszystkie wyświetlenia i za to, że mnie wspieracie .. Jesteście kochani <33

Rozdział 4.

" Już prawie wsiadałam do auta gdy coś mnie mocno pociągnęło do tyłu.
- Przepraszam! - Krzyknął. W jego oczach można było dostrzec łzy. Nie wiem dlaczego pocałowałam go w policzek i powiedziałam :
- Nie pisz do mnie i nienawidzę cie! - Odkręciłam się na pięcie i wsiadłam do auta "

- Jezu! Dominika! Co się stało? - Jula była tak zszokowana, że przez przypadek puściła kierownicę - Przepraszam! Lepiej się zatrzymam. - Oczy miała pełne łez.
- Uspokój się! Zarywał do kelnerki na moich oczach, ale kupił mi nową komórkę! Ja chyba coś do niego czuję, ale niech się postara jak mu zależy.
- Jak możesz go tak wykorzystywać?! Przyznam ci jednak rację, że nieźle w trafiłaś. Powinnaś się cieszyć, że to nie ty musisz do niego zarywać tylko odwrotnie! Masz szczęście! - Nie odzywałam się do niej przez te słowa przez całą drogę. Gdy wychodziłam burknęłam tylko "Dzięki" , ale i tak chyba tego nie usłyszała. By zrobić jej na złość nie zamknęłam drzwi. Wiedziałam, że i tak jutro już między nami będzie ok. Chciałam jej tylko pokazać wyższość, podrażnić ją. Byłam taka zazdrosna gdy ona to mówiła, ale nie mogę karać jej, za to, że wyrażała swoją opinię. Wróciłam do domu o godzinie 18:40. Zjadłam zupkę chińską i poszłam się umyć. Wszystko skończyłam o 19:15. Poszłam na górę i przełożyłam kartę z wcześniejszego do nowego telefonu. W pomieszczeniu było bardzo duszno więc otworzyłam okno. Na twarzy poczułam zimny powiew wiatru. Postanowiłam, że wejdę na fb. Jaś był aktywny więc szybko się wylogowałam. Gdy położyłam się na łóżku przez bardzo długo czas nie mogłam zasnąć. "Co on mi takiego zrobił? Przecież mi nic?!" - Wzięłam do ręki telefon i napisałam do niego wiadomość z przeprosinami. Zaczęłam z nim pisać. po raz drugi się z nim umówiłam. " Jeśli tym razem to rozwali to ju z nigdy się do niego nie odezwę". Obudziłam się o godzinie 10:40. Poszłam do łazienki, upięłam włosy w luźny kok, przebrałam się i zeszłam do kuchni. Zjadłam płatki zbożowe i poszłam biegać. Kochałam to robić w deszczowe dni. Nagle coś mocno szarpnęło mną do tyłu. Był to dorosły mężczyzna o czarnych króciutkich włosach i potężnym ciele.
- Na jutro masz mi dać 300 zł. Inaczej umrzesz. Masz tu przyjść o godzinie 14. - nieznajomy ściskał mnie mocno za ramię.
- Wypchaj się! Nie będę ci nic przynosiła! Spierda*aj! Nie mów do mnie i idź stąd! - Byłam tak przerażona, że nawet nie wiedziałam co mówię. Poczułam przeszywający ból w policzku. chyba mężczyzna uderzył mnie w twarz. Złapałam się za bolące miejsce i otworzyłam szeroko oczy.
- Czyś ty oszalał?! Dam ci tą kasę! Zostaw mnie w spokoju! - Nie zdążył już nic powiedzieć bo uderzyłam go w nadgarstek, uniemożliwiający mi ucieczkę i pobiegłam w drugą stronę. Na szczęście padało, bo nikt nie mógł teraz rozpoznać czy na mojej twarzy są łzy, czy kropelki deszczu. Humor mi się poprawił gdy pomyślałam o Jasiu. " Skąd ja wezmę tyle kasy?!" - Przypomniały mi się słowa mężczyzny i znowu posmutniałam. Postanowiłam wrócić do domu, ale tym razem inną drogą. Bałam się, że znowu napotkam tego człowieka. Gdy weszłam do domu zadzwoniłam do Julki i wszystko jej opowiedziałam. Później przez 30 min musiałam ją uspokajać, bo chciała dzwonić na policję. Dobrze, że się nie rozłączyła. " Za godzinę mam spotkanie z Jasiem! Już 15:30!" Szybko założyłam białą koszulę i wkasałam ją w blado różową, powiewną spódniczkę. Bardzo lubiłam ten strój. Włosy uczesałam w luźny kok, z którego od czasu do czasu zwisały cienkie pasemka włosów. Dołożyłam do tego spinkę tego samego koloru co spódnica. Gdy spojrzałam w lustro nie mogłam się sobie napatrzeć. Wyszłam na zewnątrz i zamknęłam drzwi. Na parkingu stał samochód Jasia. Weszłam do środka i uśmiechnęłam się do niego. Gdy na mnie spojrzał otworzył szeroko usta i puścił kierownicę.
- No to jedziemy? - Chciałam to przerwać.
- Tt-tak jj-już jedziemy. Pięknie wyglądasz.
- Dzięki - Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i zapięłam pasy. Pojechaliśmy do tej samej restauracji co wcześniej. Gdy przyszła kelnerka Jaś nawet na nią nie spojrzał, ale dla bezpieczeństwa wolałam sama podyktować jej zamówienie. Była ona tak wściekła, że chciała ustać Jasiowi na nogę, ale głośno kaszlnęłam. Ona się na mnie spojrzała i przymrużyła oczy.Jedzenie przyniosła nam już inna kobieta. Jasiowi się chyba podobało jak o niego wszyscy się kłócą.
- Powiedz mi coś o sobie. - Zaczęłam skończyć ciszę, która mnie bardzo denerwowała.
- A co mam powiedzieć? Moi rodzice wyjechali. Mieszkam sam. Chodzę do szkoły. Chociaż teraz nie, bo się spaliła.
- No to podobnie jak u mnie, Tak samo nie mam bliskich rodziców, takich, którzy kochają. - Randka trwała do 20:30. Trochę potańczyliśmy, trochę pogadaliśmy i się pośmieliśmy. Gdy położyłam się do łóżka zadzwonił do mnie telefon :
                             
" - Halo?
- Pamiętaj, że masz mi dać kasę!
- skąd masz mój numer? Dam ci jutro, ale o 15! Inaczej dzwonie po gliny!
- Hahahahah to nie twoja sprawa! 15:30 kasa u mnie!
- Dobra nara! "
Byłam tak przestraszona! I skąd miałam wytrzasnąć tą forsę?! Mam tylko 200 zł! Muszę jutro pójść do Julki i pożyczyć od niej kasę! Myślałam, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej! "Czemu akurat ja?! "

_______________________________________________________________________________

Przepraszam, że nic nowego nie dodawałam przez tydzień, ale miałam bardzo dużo spraw na głowie :D Dziękuje Wam za ponad 400 wyświetleń! Postanowiłam, że za to ile musieliście czekać napiszę trochę dłuższy rozdział niż zawszę!! <3 Zapraszam do komentowania pod postem! :*


sobota, 7 marca 2015

Rozdział 3.

" - Ale z ciebie świnia! Choć nie ukrywam, że jesteś cwany.
- No widzisz dzisiaj już zrywam z twoją matką. Spokojnie możemy być razem. - Uderzyłam go w twarz
- Nie denerwuj się! - dał mi swój numer na kartce i uśmiechnął się tak ciepło, że coś zaczęło mną trząść w środku. Wzięłam kartkę uderzyłam go jeszcze raz w twarz i wybiegłam z pizzerii. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Z dala było słyszeć krzyki Jasia : "Miśka! Miśka! " Nawet nie zdążyłam mu powiedzieć, że nie będę miała od kogo zadzwonić! "

Biegłam jak opętana! Totalnie nie wiedziałam, w którą stronę mam skręcić. Zleżało mi tylko na tym żeby złapać jakieś TAXI. Coś mocno szarpnęło mnie za ramię, aż prawie się przewróciłam.
- Uważaj debilu bo ci normalnie!.. - Nagle przerwałam, bo tym kimś był Jaś.
- Boshe nie denerwuj się bo zmarszczek dostaniesz! - Jaś zaczął się śmiać a ja go totalnie nie rozumiałam. Czy jest coś śmiesznego w tym, że ktoś kogoś przestraszył?!
- Nie rozumiesz, że chcę iść do domu? Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Jesteś zwykłym cwaniakiem. - Mruknęłam i rozglądałam się za jakąś TAXI.
- No dobra przepraszam, ale twoja mama chyba zrozumie, że ja mam 18 lat? Przecież ma męża, twojego tatę. Powinna z nim być a nie go zdradzać. To jest nie fair, ale wy kobiety takie jesteście. - Spojżałam na niego z taką złością, że ciężko mi było normalnie oddychać. "Czemu ten chłopak ma coś w sobie, że tak bardzo mi się podoba? Muszę z tym skończyć. - Pomyślałam i powiedziałam :
- Rozwalił mi się telefon więc nie będę mogła napisać - Uśmiechnęłam się cwaniacko i mrugnęłam do niego okiem.
- Ale fb chyba masz? Możemy popisać?
- Dobra, ale pod warunkiem, że mnie odwieziesz do domu. - Ten pomysł nie podobał mi się wcale, ale na piechotę nie chciało mi się iść. Już zaczęło się ściemniać a wiatr zrobił się chłodniejszy i mocniejszy.
- Dobra, ale jeszcze dziś do mnie napisz. Jan Dąbrowski jestem - jeszcze raz się zaśmiał, odkręcił się na pięcie i wyjął z tylnej kieszeni spodni kluczyki do samochodu. Dziwne było to, że wcale się ie pytał gdzie mieszkam tylko po prostu mnie zawiózł pod dom. Gdy wychodziłam złapał mnie za rękę, przyciągną do siebie i pocałował w policzek. Byłam zdziwiona a na moich policzkach pojawił się lekki rumieniec.
- Dzięki i pa.
- Pa Kochanie! - Jezu..... chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść. Drzwi od domu były otwarte. "Zapomniałam zamknąć drzwi.GRATULACJE!!! ". Poszłam wsiąść szybki prysznic i skierowałam się w stronę lodówki. Zjadłam jogurt wiśniowy z kawałkiem słodkiej bułki. " Jutro szkoła" - ta myśl chodziła mi ciągle po głowie. "Mamy nie ma więc do szkoły nie trzeba chodzić" - zaśmiałam się i włączyłam telewizję. W wiadomościach była informacja, która mną wstrząsnęła i bardzo mnie ucieszyła. Szkoła się spaliła! Podobno dyrektorka w komputerze sprawdzała egzaminy i w komputerze zrobiło się zwarcie. Cały budynek stanął w płomieniach! W ostatniej chwili udało się uratować nauczycielkę! To był na prawdę przedziwny dzień. Wzięłam laptopa i poszłam na górę. Zaprosiłam Jasia do znajomych i zaczęliśmy pisać. A raczej on zaczął :

"-Hej Misia!
-Hej! a tak mówią na mnie tylko przyjaciele!
-No dobra dobra :D :*
- Co chciałeś ?
- Oglądałaś wiadomości? Spotkasz się ze mną jutro? nalegam ;) Do tw mamy napisałem o tw sql a ona pow, że trudno ;)
-aha... no co mi szkodzi a o której?
- 15/16?
-15 może być
-oksik to do jutra piękna <3 <3 <3
-pa "


Gdy spojrzałam na godzinę otworzyłam szeroko oczy, była już 00:50 ! Co ja przez ten czas robiłam? W historii okazało się, że z Jaśkiem pisałam 2 godziny temu! "Zasnęłam przy komputerze?! Cholera!" - Znowu byłam na siebie wściekła. Wysłałam Julce na fb jeszcze wiadomość, w której opisałam całe spotkanie. Julka się z tego tylko śmiała.Postanowiłam iść do łóżka.
Obudziłam się o 13:20. Za prawie półtorej godziny mam randkę! Szybko pobiegłam do łazienki umyłam zęby, włosy dokładnie rozczesałam zjadłam płatki i poszłam do szafy. Wyjęłam z niej białą bluzkę i fioletową spódniczkę. do tego fioletowe bolerko. Wyglądało to cudownie, ponieważ fiolet pasował do moich niebieskich oczu i długich brązowych włosów. Sama się sobie dziwiłam. Pomalowałam rzęsy i zrobiłam sobie na powiekach delikatną kreskę. Jeszcze tylko użyłam kilka perfum i wzięłam gumę do żucia. O 14 byłam gotowa. Weszłam szybciutko jeszcze na fb a tam była wiadomość od Jasia :

- Hej! o 14 : 20 po ciebie będę! <3 Kocham


Poszłam do łazienki i z wczorajszych spodni wyjęłam 200 zł. Pod mój dom przyjechało czarne bmw.
Poszłam w jego stronę i weszłam do środka. Jaś jak zawsze wyglądał suuuper. Czarne włosy były rozczochrane i genialnie pasowały do jego lawendowego garnituru. Gdy zamknęłam za sobą drzwi Janek patrzył się na mnie jak na jakiś obraz. Chciałam to przerwać więc powiedziałam :
- Możemy już jechać? - By nie wyszło to zbyt dziwnie próbowałam lekko się uśmiechnąć.
- Już, już. Wyglądasz pięknie. - Na jego twarzy widniał okropny szok
- Cieszę się, że ci się podoba -Spuściłam lekko głowę, by zakryć rumieniec jaki teraz wszedł na moją twarz. Jaś zawiózł mnie do restauracji. Kelner przyszedł od razu z tacą na której był jakiś prezent. Dał go mi. Gdy go przyjęłam wziął od nas zamówienia i poszedł.
- Otwórz śmiało - Jaś mrugnął do mnie okiem. Trochę się bałam, ale rozwiązałam wstążkę i podniosłam pokrywkę. Tam był Nowy telefon! Gdy go ujrzałam wstałam i prawie się na niego rzuciłam. Nagle się powstrzymałam i zdałam sobie sprawę, że to musiało wyglądać śmiesznie więc tylko się wychyliłam i go przytuliłam. Przyszła kelnerka w czarnej mini. Jaś ją tylko pożerał wzrokiem. Byłam taka zazdrosna (choć nawet nie chciałam). Dała "nam" zamówienie (bo obydwa talerze polożyła przed Jaśkiem). 
- Może jakiś deser? - uśmiechnęła się do Jasia.
- Hmmm na deser? - uśmiechnął się do niej cwaniacko i obszedł ją całą wzrokiem
- Dziękuję!!! - kopnęłam go pod stołem i wybiegłam z restauracji. Nie mogłam powstrzymać łez. Szybko zadzwoniłam do Julki i powiedziałam jej żeby przyjechała po mnie na przystanek 1 kilometr oddalony z miejsca, w którym byłam. Zaczęłam biec. Wiedziałam, że Jaś mnie teraz woła, ale nie dałam mu się, nie odkręcałam się. Gdy zauważyłam swój cel przyspieszyłam. Na szczęście miałam dobrą kondycję. Już prawie wsiadałam do auta gdy coś mnie mocno pociągnęło do tyłu.
- Przepraszam! - Krzyknął. W jego oczach można było dostrzec łzy. Nie wiem dlaczego pocałowałam go w policzek i powiedziałam :
- Nie pisz do mnie i nienawidzę cie! - Odkręciłam się na pięcie i wsiadłam do auta

__________________________________________________________________________________

Następny rozdział z dzisiejszego dnia! dziękuję za wszystkie wyświetlenia! (około 100) jestem wam bardzo wdzięczna! Najwięcej jednak zawdzięczam wspaniałej firance! <3 Oli!!! :* Jest ona twórczynią tego wspaniałego bloga : http://jdabrowskyff.blogspot.com/ wiele jej zawdzięczam i to ona zainspirowała mnie do napisania mojego bloga! <3 piszcie w komach czy mam wprowadzić takie coś jak "perspektywa jasia" i perspektywa miśki/Dominiki" <3

Rozdział 2.

"- Nie płacz, Misia ułoży się wszystko, obiecuję. A jeśli tak bardzo chcesz możesz zadzwonić z mojego telefonu - nie znałam nikogo innego, kto byłby tak ciepły i kochający jak moja przyjaciółka. Wyjęła telefon z kieszeni i podała go mi.
- Dziękuję ślicznie - wzięłam od niej smartfona i wybrałam numer. - Halo? Mówi Dominika, córka Asi, tej, z którą wczoraj pisałeś. Możemy się spotkać? - Przez długi czas nnikt nie odpowiadał. Słychać było tylko czyjś oddech. Halo?
- Cześć. Jutro w pizzerii "Callibro" w centrum miasta o  17:30
- Dobrze a kto w ogóle mówi? - Usłyszałam gdy ktoś nabiera oddech do płuc. Serce waliło mi tak jakby miało mi zaraz wyskoczyć. "

- Dowiesz się na miejscu - Usłyszałam jak "tajemniczy" zaśmiał się i próbował uciszyć jakiś innych mężczyzn. Nagle i niespodziewanie się rozłączył. Nic nie mogło określić mojego zirytowania.
- Niczego się nie dowiedziałam - spuściłam oczy i pomasowałam nadal bolące czoło. Gdy spojrzałam na Julkę zrobiło mi się jej żal, bo widziałam jak bardzo chciała mi pomóc.
- Chcesz żebym poszła tam z tobą? - W jej oczach zakręciły się łzy. Ona była taka czuła, miła i pomocna. Jak ja się cieszę, że trafiłam na kogoś takiego jak Jula. Jednak musiałam odmówić, bo to była sprawa moja i mojej mamy :
- Nie, dzięki. To tylko spotkanie między mną a nim.
- Oki, ale pamiętaj, że w każdej nagłej sytuacji dzwoń po mnie z byle jakiego pożyczonego telefonu!- -W jej oczach można było dostrzec strach. Nie umiałam jej uspokoić. Jak zawsze trzeba będzie posiedzieć koło niej i się nie odzywać by ona mogła to przemyśleć. Po kilku minutach uznałam, że to jest bez sensu i zapytałam, przecierając czoło :
- Może jakiś film? Nie możemy ciągle o tym myśleć.
- No dobra. - jej wargi lekko drgnęły. Wiedziałam, że to ją rozweseli. - Zobaczę co leci, tylko pilot jest w kuchni. Zaraz wracam. - Odkręciłam się, a jej już nie było. W kuchni coś kuknęło a po domu rozległ się głośny śmiech. Od razu wiedziałam, że zbiła dzbanek. U niej to się dosyć często zdarza.
- Zaraz będę tylko dzbanek muszę do kosza wywalić! Ok! Dobra jestem - Julka szła w moją stronę z białym pilotem od telewizora. Przy samej kanapie zatrzymała się i otworzyła buzię. Nagle krzyknęła na cały dom:
- Co ci się do cholery stało w głowę?! - Upuściła pilot i pobiegła do kuchni. Po 20 sekundach przybiegła z plastrem. Oczywiście nie obeszło się bez zbicia talerza. - Co ty zrobiłaś?! Mów!
- Spadłam ze schodów - Zaśmiałam się i pomasowałam ranę.
- Ty zawsze musisz coś odwalić! - Po policzku płynęła jej łza. Przemyła mi ranę wodą utlenioną i wytarła wacik.- Po co tak biegłaś?! - wzięła do ręki plaster i nalepiła mi na czoło. - Chociaż troszkę w tym pochodź
- Dobra, dobra, ale nie krzycz już. Musiałam spisać numer. - Jeszcze raz się zaśmiałam i wstałam by podnieść pilot, lecz ona mnie odepchnęła a ja spadłam na kanapę. Sama po niego poszła. Włączyła jakąś komedię romantyczną i usiadła koło mnie. Zawsze w trudnych sytuacjach sobie radzimy. Po dwóch godzinach pomyślałam, że pójdę do domu i odrobię lekcję. Przeczesałam moje długie brązowe włosy palcami i poprawiłam sobie grzywkę.
- Jula ja lecę. Papa! - Przytuliłam ją i wstałam.
- Oki. Uważaj na siebie misia! - Lekko się uśmiechnęła i poszła w stronę roztłuczonego talerza. Postanowiłam, że trochę sobie pobiegam. Po 10 minutach byłam już w domu. Od razu skręciłam do łazienki by przeczesać sobie włosy. Gdy wyszłam zauważyłam, że na lodówce wisiała jakaś karteczka. Poszłam tam i przeczytałam :

Jadę z Szymonkiem do Warszawy.
Wrócimy za tydzień, bo twój braciszek miał wstrząs i jesteśmy w szpitalu!
W karteczce są pieniądze na jedzenie!
Uważaj na siebie!..... 
                                                                                                        
                                                                                      MAMA


Przez cały dzień myślałam o spotkaniu z nieznajomym. " Po co ja w ogóle w to się wpychałam? Muszę się pogodzić z tym, że to tata zdradził mamę i wzięli rozwód" - Po moim policzku spłynęły łzy. Poszłam do pokoju i przyszykowałam sobie ubrania na jutrzejsze spotkanie. Nie wiem dlaczego, ale chciałam wyjść jak najlepiej. Gdy wzięłam się za lekcję pomyślałam, że muszę to zrobić szybko, bo jutro pewnie będę miała dziwny dzień. Wszystko zajęło mi czas do 23:30. Po kąpieli położyłam się do łóżka. Powoli zamykałam oczy aż w końcu zasnęłam.
Obudziłam się o 13:20. W weekendy lubię sobie dłużej pospać. Pogoda była bardzo przyjemna. Promienie słoneczne padały do mojego pokoju przez okno. Przypomniało mi się, że dziś jest dzień decydujący o mojej przyszłości. Wstałam ubrałam się, umyłam zęby, uczesałam, zjadłam kanapkę i nauczyłam się tematów na poniedziałek. Chciałam mieć to wszystko już za sobą. Spojrzałam na mój ubiór " hmm... niebieskie jeansy, czarny T-Shirt i niebieska rozsuwana bluza to chyba dobre dopasowanie" Zeszłam na dół i podeszłam do lodówki. Kartka, która na niej wisiała była lekko zgięta. Wzięłam ją do ręki i odkręciłam. W zagięciu leżało 200 zł. Włożyłam je do kieszeni. Wybiła godzina 16:30 więc założyłam buty i poszłam w stronę pizzerii. O 17 byłam już w środku. Usiadłam przy wolnym stoliku. Do środka wchodzili kolejno ludzie. Nagle drzwi otworzył mężczyzna miej więcej wieku mojej mamy więc postanowiłam, że podejdę:
- Dzień dobry! Pan czeka na kogoś? - Zapytałam, próbując skryć moje zmieszanie
- Spadaj dziewczynko! - Odepchnął mnie jedną ręką i poszedł w drugą stronę. Tak samo zrobiło jeszcze trzech innych. W końcu usiadłam tracąc nadzieję. Do środka wszedł wysoki brunet, miej więcej w moim wieku. Miał długie włosy, które co jakiś czas poprawiał sobie dłonią. Na zębach miał aparat. Usiadł przy najmniejszym stoliku. Co jakiś czas patrzył na zegarek. Wybiła godzina 18. Ciągle patrzyłam się na przystojnego chłopaka. "Trudno co mi szkodzi, pójdę do niego". Jak pomyślałam tak zrobiłam.
- Hej - Przywitałam się. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Miał dwa kły jak wampir! To sprawiło, że jeszcze mocniej mi się spodobał.
- Hej. Siadaj. Przepraszam, że się spóźniłem. Dominika tak? 
- Yyyyy tak? - ciężko było ukryć moje zdziwienie. Chciałam wyjść jak najbardziej naturalnie, ale mi się nie udało. Usiadłam i patrzyłam mu prosto w oczy. - A ty? Jak się nazywasz?
- Janek. Jesteś córką Asi a przyjaciele mówią na ciebie miśka? - lekko uśmiechnął się.
- Tak. Skąd ty tyle o mnie wiesz? - poprawiłam sobie grzywkę i poczułam, że guz już mi zniknął.
- Twoja mama się we mnie zakochała, ale ja jej nie chce - Janek zaczął się śmiać. Wytrzeszczyłam na niego oczy. - Mów mi Jaś. A i masz piękne oczy. Tak jak już mówiłem nie chcę twojej mamy tylko ciebie. Śledzę cię już od kilku tygodni i nie ukrywam, że strasznie mi się podobasz. Zbliżyłem się do twojej mamy by cię poznać - Mrugnął do mnie okiem
- Ale z ciebie świnia! Choć nie ukrywam, że jesteś cwany.
- No widzisz dzisiaj już zrywam z twoją matką. Spokojnie możemy być razem. - Uderzyłam go w twarz
- Nie denerwuj się! - dał mi swój numer na kartce i uśmiechnął się tak ciepło, że coś zaczęło mną trząść w środku. Wzięłam kartkę uderzyłam go jeszcze raz w twarz i wybiegłam z pizzerii. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Z dala było słyszeć krzyki Jasia : "Miśka! Miśka! " Nawet nie zdążyłam mu powiedzieć, że nie będę miała od kogo zadzwonić!

_________________________________________________________________________________

To był taki długi rozdział rozpoczynający sprawy związane z Jasiem. dziękuje za wszystkie wyświetlenia! Wiele osób mnie na prawdę motywuje i myślą, że następne rozdziały będą coraz lepsze!!! <3

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 1.

Obudziłam się i spojrzałam w okno. Znowu padał deszcz. Od dziecka lubiłam patrzeć jak drobniutkie kropelki rysują małe ścieżki na szybie. Przetarłam oczy i odkręciłam się na drugi bok, przykrywając się kołdrą tak, że było mi widać same oczy. Wsunęłam rękę pod poduszkę, chcąc wyjąć z tamtąd telefon. Otworzyłam szeroko oczy i pisnęłam, ponieważ nigdzie nie było mojej komórki. Zerwałam się z łóżka żeby jej poszukać. Poczułam jakiś dziwny ból w stopie. Gdy ją podniosłam zauważyłam moją komórkę, która była przełamana na pół. "Cholera" - pomyślałam - "Znowu będę musiała zarobić sobie na nowy telefon". Rzuciłam nim ze złości w ścianę i zeszłam na dół. Mama siedziała przy stole śmiejąc się do telefonu.
- Co robisz? - zapytałam się jej, ponieważ takie zachowanie 40-letniej kobiety jest ... po prostu dziwne - Co na śniadanie?
- Nic. Idź do sklepu i coś kup, bo Szymon niedługo wstanie i będzie chciał jeść. - Burknęła mama i odłożyła telefon - pieniądze leżą na szafce w korytarzu.
- A sama nie możesz iść? Czemu nawet głupiej herbaty nie zrobiłaś?! - Ledwo powstrzymywałam się od wybuchnięcia. Spojżałam na zegar. Akurat wybiła godzina 6:00.
- Dobrze to ja pójdę, ale masz ogarnąć w kuchni i jak Szymon wstanie masz mu powiedzieć, że się kompie.
-Dobra, dobra, ale leć już i uważaj na siebie - Przytuliłam mamę i poszłam do kuchni
- Pamiętaj, że Szymon to twój młodszy, chory brat uważaj na niego! - Krzyknęła mama i trzasnęła drzwiami. Obejrzałam się dookoła i zauważyłam, że ona coś wydziwiła, bo w całym domu był porządek. Na stole leżał jej telefon, więc pomyślałam, że zobaczę z kim ona tak pisała. Gdy go odblokowałam zobaczyłam, że mama przez całą noc pisała esy. Numer był nieznany, więc pomyślałam, że zadzwonię. Niestety kieszenie miałam puste. Pobiegłam do swojego pokoju, zwalniając przy drzwiach Szymonka. Weszłam do środka i zaczęłam szukać telefonu. W szafce go nie było, pod łóżkiem też nie, obszukałam wszystkie moje ubrania. Gdy szłam w kierunku komody nadepnęłam na coś dziwnego.
- Kurna! Znowu? Moja logika - złapałam oddech by się nie zdenerwować i kopnęłam grata pod łóżko. Postanowiłam, że zapiszę sobie numer na karteczce i zadzwonię jak będę miała z czego. Chwyciłam długopis i wyrwałam kartkę z zeszytu. Ciągle myślałam o tajemniczym numerze i na prawdę nie mogłam pomieścić tego w głowie, że mama zdradzałaby tatę. Kartkę włożyłam do tylnej kieszeni spodni. Postanowiłam, że zaparzę wodę na herbatę. Zbiegałam ze schodów i poczułam, że lecę do przodu. Uderzyłam głową w podłogę, ale nie poddawałam się,wstałam, złapałam się za głowę i poszłam w stronę czajnika. Usłyszałam,że ktoś wchodzi do domu. Obmyłam szybko ranę i pobiegłam do mamy. Nic nie mogło określić mojego przerażenie gdy spojrzałam na jej minę. Otworzyła szeroko oczy i buzię, upuściła torby z zakupami i szybko przysunęła mnie do siebie.
- Dziecko co ty wyprawiasz?! - Krzyknęła, lecz tym razem nie myślała o Szymoku.
- Spadłam ze schodów - Mówiłam spokojnie i udawałam, że jestem odważna. Musiało to naprawde śmiesznie wyglądać, bo wyprostowałam się i naprężyłam swoje "muskuły". Wogule nie wiedziałam co mam robić.
- Przecież ty masz 17 lat! Po co się tak śpieszysz?! W poniedziałek nie idziesz do szkoły, bo nie wiem czy to ci tak szybko zniknie. - mama zawsze taka była. Robiła panikę z nie wiadomo czego.
- Dobra ja idę spać, zaparzyłam ci wodę na herbatę. Masz dużo roboty więc nie bierz się za telefon! - Gdy wchodziłam po schodach spojrzałam, że na zegarze była godzina 6:35 "Cholera! Mamy nie było pół godziny a ja przez ten czas napisałam 9 cyferek na karteczce!" - byłam na siebie wściekła. Gdy weszłam do pokoju od razu poszłam w stronę łóżka. Długo nie mogłam zasnąć bo ciągle miałam w głowie SMS mamy z tym nieznajomym.


                                         3 GODZINY PÓŹNIEJ


Obudziłam się już po raz drugi i przetarłam oczy. Jak mi się nie chciało wstać! Nagle przyszła mi do głowy pewna myśl. "Pójdę do Julki i zadzwonię z jej telefonu" - Wkurzyłam się, że wcześniej na to nie wpadłam. Zerwałam się z łóżka i skierowałam w stronę szafy. Wyjęłam biały T-Shirt, czarne dżinsy, szarą bluzę z kapturem (by schronić się przed deszczem) i czystą bieliznę. Była wiosna, więc pozwoliłam sobie na taki strój. Gdy wychodziłam z domu powiedziałam mamie, że wrócę o 14. Miałam dużo czasu, więc założyłam na uszy słuchawki, na głowę założyłam kaptur i śpiewałam. Taki miałam patent na nudny spacer. Po 10 minutach byłam już na miejscu. Julka przywitała mnie wyjątkowo bardzo ciepło (może dlatego, że nie widziałyśmy się już 2 tygodnie?)
-Jula mam prośbę, ale wejdźmy do środka zjedzmy coś i wszystko na spokojnie - Wiem, że ją wystraszyłam, ale na prawdę nie chciałam.
- Oki, ja ci zaraz zrobię jakieś kanapki czy cóś a ty sobię usiądź, bo zmarzłaś - Julka uśmiechnęła się do mnie i poszła coś przygotowywać. Jesteśmy prawie jak siostry. Nigdy nie było między nami kłótni i wiemy o sobie wszystko.
- Dobra gotowe zajadaj - uśmiechnęła się do mnie ciepło i usiadła koło mnie. - Zaraz ci herbatę dam tylko woda musi się zagotowąc.
- Oki nie ma pośpiechu - Wyszczerzyłam do niej zęby (wiem, że ona to lubi i zawsze to ją rozśmiesza)  - więc tak... - Gwałtownie przerwałam i ściszyłam głos
- Spokojnie nikogo w domu nie ma - Julka się roześmiała i mnie przytuliła bo cała się trzęsłam - zaraz koc ci przyniosę - wstała pobiegła do pokoju a po 5 minutach coś mnie cieplutko owinęło. - dobra opowiadaj kochana
- Ja sobie telefon rozwaliłam, mama z kimś pisała przez całą noc i nie mam od kogo zadzwonić i pogadać z tą osobą. - Po policzkach zaczęły cieknąć mi łzy, ponieważ nie mogę znieść myśli, że mama zdradza naszego tatę.
- Nie płacz, Misia ułoży się wszystko, obiecuję. A jeśli tak bardzo chcesz możesz zadzwonić z mojego telefonu - nie znałam nikogo innego, kto byłby tak ciepły i kochający jak moja przyjaciółka. Wyjęła telefon z kieszeni i podała go mi.
- Dziękuję ślicznie - wzięłam od niej smartfona i wybrałam numer. - Halo? Mówi Dominika, córka Asi, tej, z którą wczoraj pisałeś. Możemy się spotkać? - Przez długi czas nnikt nie odpowiadał. Słychać było tylko czyjś oddech. Halo?
- Cześć. Jutro w pizzerii "Callibro" w centrum miasta o  17:30
- Dobrze a kto w ogóle mówi? - Usłyszałam gdy ktoś nabiera oddech do płuc. Serce waliło mi tak jakby miało mi zaraz wyskoczyć.


__________________________________________________________________________________

To jest rozdział 1. Mam nadzieję, że się spodobał! :D W następnym dowiemy się kim jest tajemniczy gość, z którym rozmawia bohaterka. Może już niektórzy się domyślają. Z góry dziękuje za czytanie :3

Prolog

Hej!
     Mam na imię Dominika i mam 17 lat. Jestem brunetką z niebieskimi oczami. Moje życie jest do bani. Gdy coś chcę muszę sama sobie na to zarobić. Moja mama opiekuje się tylko młodszym, chorym braciszkiem Szymonem. Taty praktycznie nie mam, bo zdradzał on mamę gdy byłam mała i wzięli rozwód. Z całej szkoły rozmawiam tylko z Julką - moją przyjaciółką. Mam ciężkie życie,ale jakoś sobie radzę. Gdy będę miała 18 lat wyprowadzę się stąd i usamodzielnię się. Zazdroszczę innym dziewczynom normalnych rodzin, ale pociesza mnie myśl, że mogło być już tylko gorzej.

__________________________________________________________________________________
Z góry dziękuje za przeczytanie. Postaram się pisać rozdziały co najwyżej 3 - 4 dni. Za literówki serdecznie przepraszam! W podstawówce miałam same 2 z dyktand więc trochę wyrozumiałości? :D Nie wiem czy mam talent do pisania, ale liczę na to, że Was uszczęśliwię! :3