- Dziękuję ślicznie - wzięłam od niej smartfona i wybrałam numer. - Halo? Mówi Dominika, córka Asi, tej, z którą wczoraj pisałeś. Możemy się spotkać? - Przez długi czas nnikt nie odpowiadał. Słychać było tylko czyjś oddech. Halo?
- Cześć. Jutro w pizzerii "Callibro" w centrum miasta o 17:30
- Dobrze a kto w ogóle mówi? - Usłyszałam gdy ktoś nabiera oddech do płuc. Serce waliło mi tak jakby miało mi zaraz wyskoczyć. "
- Dowiesz się na miejscu - Usłyszałam jak "tajemniczy" zaśmiał się i próbował uciszyć jakiś innych mężczyzn. Nagle i niespodziewanie się rozłączył. Nic nie mogło określić mojego zirytowania.
- Niczego się nie dowiedziałam - spuściłam oczy i pomasowałam nadal bolące czoło. Gdy spojrzałam na Julkę zrobiło mi się jej żal, bo widziałam jak bardzo chciała mi pomóc.
- Chcesz żebym poszła tam z tobą? - W jej oczach zakręciły się łzy. Ona była taka czuła, miła i pomocna. Jak ja się cieszę, że trafiłam na kogoś takiego jak Jula. Jednak musiałam odmówić, bo to była sprawa moja i mojej mamy :
- Nie, dzięki. To tylko spotkanie między mną a nim.
- Oki, ale pamiętaj, że w każdej nagłej sytuacji dzwoń po mnie z byle jakiego pożyczonego telefonu!- -W jej oczach można było dostrzec strach. Nie umiałam jej uspokoić. Jak zawsze trzeba będzie posiedzieć koło niej i się nie odzywać by ona mogła to przemyśleć. Po kilku minutach uznałam, że to jest bez sensu i zapytałam, przecierając czoło :
- Może jakiś film? Nie możemy ciągle o tym myśleć.
- No dobra. - jej wargi lekko drgnęły. Wiedziałam, że to ją rozweseli. - Zobaczę co leci, tylko pilot jest w kuchni. Zaraz wracam. - Odkręciłam się, a jej już nie było. W kuchni coś kuknęło a po domu rozległ się głośny śmiech. Od razu wiedziałam, że zbiła dzbanek. U niej to się dosyć często zdarza.
- Zaraz będę tylko dzbanek muszę do kosza wywalić! Ok! Dobra jestem - Julka szła w moją stronę z białym pilotem od telewizora. Przy samej kanapie zatrzymała się i otworzyła buzię. Nagle krzyknęła na cały dom:
- Co ci się do cholery stało w głowę?! - Upuściła pilot i pobiegła do kuchni. Po 20 sekundach przybiegła z plastrem. Oczywiście nie obeszło się bez zbicia talerza. - Co ty zrobiłaś?! Mów!
- Spadłam ze schodów - Zaśmiałam się i pomasowałam ranę.
- Ty zawsze musisz coś odwalić! - Po policzku płynęła jej łza. Przemyła mi ranę wodą utlenioną i wytarła wacik.- Po co tak biegłaś?! - wzięła do ręki plaster i nalepiła mi na czoło. - Chociaż troszkę w tym pochodź
- Dobra, dobra, ale nie krzycz już. Musiałam spisać numer. - Jeszcze raz się zaśmiałam i wstałam by podnieść pilot, lecz ona mnie odepchnęła a ja spadłam na kanapę. Sama po niego poszła. Włączyła jakąś komedię romantyczną i usiadła koło mnie. Zawsze w trudnych sytuacjach sobie radzimy. Po dwóch godzinach pomyślałam, że pójdę do domu i odrobię lekcję. Przeczesałam moje długie brązowe włosy palcami i poprawiłam sobie grzywkę.
- Jula ja lecę. Papa! - Przytuliłam ją i wstałam.
- Oki. Uważaj na siebie misia! - Lekko się uśmiechnęła i poszła w stronę roztłuczonego talerza. Postanowiłam, że trochę sobie pobiegam. Po 10 minutach byłam już w domu. Od razu skręciłam do łazienki by przeczesać sobie włosy. Gdy wyszłam zauważyłam, że na lodówce wisiała jakaś karteczka. Poszłam tam i przeczytałam :
Jadę z Szymonkiem do Warszawy.
Wrócimy za tydzień, bo twój braciszek miał wstrząs i jesteśmy w szpitalu!
W karteczce są pieniądze na jedzenie!
Uważaj na siebie!.....
MAMA
Przez cały dzień myślałam o spotkaniu z nieznajomym. " Po co ja w ogóle w to się wpychałam? Muszę się pogodzić z tym, że to tata zdradził mamę i wzięli rozwód" - Po moim policzku spłynęły łzy. Poszłam do pokoju i przyszykowałam sobie ubrania na jutrzejsze spotkanie. Nie wiem dlaczego, ale chciałam wyjść jak najlepiej. Gdy wzięłam się za lekcję pomyślałam, że muszę to zrobić szybko, bo jutro pewnie będę miała dziwny dzień. Wszystko zajęło mi czas do 23:30. Po kąpieli położyłam się do łóżka. Powoli zamykałam oczy aż w końcu zasnęłam.
Obudziłam się o 13:20. W weekendy lubię sobie dłużej pospać. Pogoda była bardzo przyjemna. Promienie słoneczne padały do mojego pokoju przez okno. Przypomniało mi się, że dziś jest dzień decydujący o mojej przyszłości. Wstałam ubrałam się, umyłam zęby, uczesałam, zjadłam kanapkę i nauczyłam się tematów na poniedziałek. Chciałam mieć to wszystko już za sobą. Spojrzałam na mój ubiór " hmm... niebieskie jeansy, czarny T-Shirt i niebieska rozsuwana bluza to chyba dobre dopasowanie" Zeszłam na dół i podeszłam do lodówki. Kartka, która na niej wisiała była lekko zgięta. Wzięłam ją do ręki i odkręciłam. W zagięciu leżało 200 zł. Włożyłam je do kieszeni. Wybiła godzina 16:30 więc założyłam buty i poszłam w stronę pizzerii. O 17 byłam już w środku. Usiadłam przy wolnym stoliku. Do środka wchodzili kolejno ludzie. Nagle drzwi otworzył mężczyzna miej więcej wieku mojej mamy więc postanowiłam, że podejdę:
- Dzień dobry! Pan czeka na kogoś? - Zapytałam, próbując skryć moje zmieszanie
- Spadaj dziewczynko! - Odepchnął mnie jedną ręką i poszedł w drugą stronę. Tak samo zrobiło jeszcze trzech innych. W końcu usiadłam tracąc nadzieję. Do środka wszedł wysoki brunet, miej więcej w moim wieku. Miał długie włosy, które co jakiś czas poprawiał sobie dłonią. Na zębach miał aparat. Usiadł przy najmniejszym stoliku. Co jakiś czas patrzył na zegarek. Wybiła godzina 18. Ciągle patrzyłam się na przystojnego chłopaka. "Trudno co mi szkodzi, pójdę do niego". Jak pomyślałam tak zrobiłam.
- Hej - Przywitałam się. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Miał dwa kły jak wampir! To sprawiło, że jeszcze mocniej mi się spodobał.
- Hej. Siadaj. Przepraszam, że się spóźniłem. Dominika tak?
- Yyyyy tak? - ciężko było ukryć moje zdziwienie. Chciałam wyjść jak najbardziej naturalnie, ale mi się nie udało. Usiadłam i patrzyłam mu prosto w oczy. - A ty? Jak się nazywasz?
- Janek. Jesteś córką Asi a przyjaciele mówią na ciebie miśka? - lekko uśmiechnął się.
- Tak. Skąd ty tyle o mnie wiesz? - poprawiłam sobie grzywkę i poczułam, że guz już mi zniknął.
- Twoja mama się we mnie zakochała, ale ja jej nie chce - Janek zaczął się śmiać. Wytrzeszczyłam na niego oczy. - Mów mi Jaś. A i masz piękne oczy. Tak jak już mówiłem nie chcę twojej mamy tylko ciebie. Śledzę cię już od kilku tygodni i nie ukrywam, że strasznie mi się podobasz. Zbliżyłem się do twojej mamy by cię poznać - Mrugnął do mnie okiem
- Ale z ciebie świnia! Choć nie ukrywam, że jesteś cwany.
- No widzisz dzisiaj już zrywam z twoją matką. Spokojnie możemy być razem. - Uderzyłam go w twarz
- Nie denerwuj się! - dał mi swój numer na kartce i uśmiechnął się tak ciepło, że coś zaczęło mną trząść w środku. Wzięłam kartkę uderzyłam go jeszcze raz w twarz i wybiegłam z pizzerii. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Z dala było słyszeć krzyki Jasia : "Miśka! Miśka! " Nawet nie zdążyłam mu powiedzieć, że nie będę miała od kogo zadzwonić!
_________________________________________________________________________________
To był taki długi rozdział rozpoczynający sprawy związane z Jasiem. dziękuje za wszystkie wyświetlenia! Wiele osób mnie na prawdę motywuje i myślą, że następne rozdziały będą coraz lepsze!!! <3
Haha :D Świetny rozdział! ♥ Tego się nie spodziewałam. Jaki Jasiek przebiegły ^^
OdpowiedzUsuńMmm no widzisz? :) :*
OdpowiedzUsuń